poniedziałek, 31 lipca 2017

"Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić". Recenzja "Ostatniej piosenki" Nicholasa Sparksa.

Co mądra ja zrobiła? Oglądnęła najpierw film, a potem przeczytała książkę. Dzisiaj przyszłam do was z recenzją książki "Ostatnia piosenka" Nicholasa Sparksa. Wiele lat temu oglądnęłam ekranizacje tej powieści, w której zagrała była gwiazda Disney Channel, Miley Cyrus i znany z "Igrzysk śmierci", Liam Hemsworth. Film mnie dość mocno poruszył na końcu, a jak było z książką? Powiem wam, że to pierwsza książka, tego autora, którą przeczytałam i mam mieszane uczucia.
Zbuntowana siedemnastolatka, Ronnie, zostaje zmuszona do spędzenia wakacji w domu ojca, w odludnym nadmorskim miasteczku w Karolinie Północnej. To dla niej ciężka próba: nadal czuje żal do ojca po tym, ja trzy lata wcześniej opuścił rodzinę. Czy będą to najgorsze wakacje w życiu Ronnie? A może chłopak, którego pozna, odmieni jej życie na dobre...?

Na początku, byłam zła na główną bohaterkę, zbytnio się nie polubiliśmy. Dlaczego? Jej stosunek do ojca, był fatalny! Od razu polubiłam tatę, głównej bohaterki. Jest dość sympatyczny i wyrozumiały. Jak zawsze moje serce należy do jednego bohatera... Więc kiedy tylko pojawił się Will, stwierdziłam, że to ten jedyny! W sensie ukochanego bohatera z tej książki!

Jak tam okładka książki? Nie za bardzo mi się podoba przód książki. Wiem nie oceniaj książki po okładce, ale nie przypadła mi zbytnio do gustu. Z tyłu jest morze i to jest jedyne co mi się w niej podoba.

No tak, na początku pisałam, że film wywarł na mnie uczucia. To prawda, na końcu poleciały mi łzy. Co do książki? Tak nie było. Czytało mi się dość lekko, Sparks ma przyjemny sposób pisania, że nie męczysz się długimi opisami. No, ale cóż książka mnie nie wzruszyła, choć liczyłam na coś innego, albo po prostu ten gatunek na mnie nie działa.

Co do fabuły... W niektórych miejscach była przewidywalna. Naśmiałam się przy niektórych scenach, szczególnie z Ronnie i Willem. Na szczęście pod koniec książki, już bardziej polubiłam główną bohaterkę, ponieważ zmienia swoje zachowanie. Na szczęście! Bo jakby była taka jak na początku, to bym nie wytrzymała z czytaniem!

A wy czytaliście tą książkę? Co o niej sądzicie? Co obecnie czytacie? Piszcie mi w komentarzach!

wtorek, 25 lipca 2017

Książkowe wyzwania - czyli co chce przeczytać w sierpniu.

Wracam do was z nowym postem, odnośnie moich postanowień na sierpień. Przeglądałam swoją biblioteczkę i okazało się, że jest kilka pozycji, które jeszcze nie przeczytałam ! Więc trzeba to nadrobić. Trochę dużo, ale zebrałam siły i zabieram się za czytanie.


Zaczynamy od lewej strony. Pierwszą pozycją jest ciąg dalszy mojej kochanej serii Dary Anioła pt. "Miasto zagubionych dusz" Cassandry  Clare. Z niecierpliwością czekam, aż przeczytam o dalszych losach moich kochanych bohaterów. Więcej nie zdradzam, bo nie wiem czy większość przeczytała wcześniejsze części.

Ładnie wydana książka w twardej okładce, to "Ostatnia Cesarzowa" Anchee Min, która jest kontynuacją  losów ostatniej chińskiej cesarzowej Cixi (1835-1908), bohaterki poprzedniej powieści Min Cesarzowa Orchidea. Po śmierci cesarza Xianfenga, Yehonala pełni funkcję regentki u boku małoletniego syna, który nie jest w stanie spełnić marzeń o silnym władcy. Rządy Cixi będą pasmem nieporozumień, krwawych konfliktów i spektakularnych klęsk. Kupiłam ją ze względu na to, że opisuje kraje Dalekiego Wschodu.

Jak już widać na zdjęciu, znajduje się książka, która jej ekranizacja ukazała się w 2016 roku. Powiem nie oglądałam i dobrze ! Bo bym nie miała przyjemności z jej czytania! Powiem wam, że opis książki, zbytnio do mnie nie przemawia, no ale coż, zobaczymy co z tego wyjdzie. Opis książki: Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.

"Poznaj Travisa. Ma 16 lat, superdziewczynę i nieuleczalnego raka. Gdy staje przed wyborem: śmierć lub eksperymentalna operacja, nie zastanawia się długo. Godzi się na to, by ciało od szyi w dół przeszczepiono mu od zdrowego człowieka. Jest tylko jeden problem – na razie rozwój medycyny nie pozwala na przeprowadzenie tak skomplikowanego zabiegu, dlatego chłopak musi zostać wprowadzony w śpiączkę podobną do hibernacji i czekać. Żegna się więc z bliskimi, bo nie wie, czy i kiedy się z nimi zobaczy." Nie za wesołe prawda? Ale na odpoczynek wieczorny, książka idealna. Bardzo przypadła mi do gustu okładka książki (którą zobaczycie w kolejnych postach). Tytuł też jest dość obiecujący "Chłopak, który stracił głowę" autora John'a Corey'a.

I kolejna książka o krajach Dalekiego Wschodu, a dokładnie o Japonii. Okładka jest cudna, a tytuł dodaje sam w sobie małej magii "Kwiat śliwy, mroczny cień" autorki Lian Hearn. Opowieść o miłości i wojnie oraz o walce kobiety o własne miejsce w świecie mężczyzn. Jej tłem jest historia rewolucji w Japonii, równie ważnej jak rewolucja francuska, a nieznanej szerzej w Europie. Społeczeństwo XIX-wiecznej Japonii było silnie zhierarchizowane - podzielone na warstwy, z wszechobecną dominacją mężczyzn. Los kobiety określali najpierw rodzice, a potem mąż. Rewolucja obyczajowa z lat sześćdziesiątych XX wieku zmieniła jednak feudalną Japonię w nowoczesne państwo. W takiej rzeczywistości przyszło żyć Tsuru, córce lekarza. Dziewczyna, zamiast podążać śladami siostry i zgodnie z tradycją poślubić mężczyznę wybranego przez rodziców, związała się z ukochanym i, tak jak ojciec, poświęciła się medycynie. Przekona się, na jak trudną drogę wkroczyła...

Książka, na którą długo "polowałam", chodzi tu oczywiście o "Czerwień rubinu" Kerstin Gier. Wiele osób mi ją polecało i tak bardzo ją chciałam, że aż w końcu mam ją w swoich rękach! Czujecie to moje szczęście? Nastoletnia Gwen odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie. Przyjdzie jej się zmierzyć z zadaniami przekraczającymi jej epokę, a także... z miłością! Czy nie myślicie, że to dość interesujące?

Okładka książki "Ślepa wierzba i śpiąca kobieta" Haruki Murakami, tak bardzo nawiązuje do Japonii, że aż trzeba było ją zakupić! Nie czytałam jej opisu, chce być zaskoczona, ponieważ dużo oczekuje od niej.

Na sam koniec książka, a bardziej pierwsza część serii "Rywalki" o której, przez pewien okres było bardzo głośno, że wszędzie gdzie wchodziłam to ona też była. Każdy mi polecał, a ja upierałam się, że ją nie zakupie. No ale przez długą męczarnie, także ona znalazła się na mojej półce. Zobaczymy, czy spełni moje oczekiwania.

To cała lista książek na sierpień, a wy co chcecie przeczytać? Piszcie mi jak zawsze w komentarzach. Pozdrawiam.

niedziela, 2 lipca 2017

Poszukując spokoju w całym rozbieganym świecie.

Dobry miesiąc nie wstawiałam nic na bloga. Bardzo ubolewam, ale sprawy prywatne dały mi bardzo w kość i musiałam doznać spokoju. Miałam czas na poukładanie sobie wszystkiego w głowie. Odcięłam się od połowy rzeczy, aby odpocząć. Miałam mały mętlik w głowie. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Siedzę tu z wami, z moją ukochaną kawą oraz babeczką czekoladową, a na kolanach mam książkę o której, hm chcę powiedzieć. Wróciłam po ciężkim dniu, byłam na Festynie we Władysławowie (nie w tym nad morzem), gdzie tematem przewodnim była ... kaszanka. Nie każdy ją lubi, ja nie przepadam, ale spacer po lesie każdemu dobrze zrobi.

Przeczytałam do połowy książkę, którą za żadne skarby nie chcę dokończyć. Męczyłam się z nią, a do tego jeszcze z gatunku, za którym nie przepadam! Tą książką jest "Piąta fala" Ricka Yancey'a , jeśli dobrze kojarzycie, na jej podstawie jest ekranizacja.

Pierwsza fala przyniosła ciemność.
Druga odcięła drogę ucieczki.
Trzecia zabiła nadzieję.
Po czwartej wiedz jedno: nie ufaj nikomu.
Wystarczyły cztery fale kosmicznej inwazji, by z siedmiu miliardów ludzi ocalała zaledwie garstka.

Przemierzająca zgliszcza Ameryki Cassie próbuje uciec od istot, które tylko wyglądają jak ludzie. Zabijają wszystkich, z dnia na dzień zmniejszając garstkę ocalałych. Cassie wie, że pozostać żywą oznacza pozostać samotną. To się zmienia, gdy poznaje Evana Walkera. On może być jej ostatnią nadzieją na przetrwanie… albo zagrożeniem. Czy Cassie powinna mu zaufać? Czy zdąży odnaleźć sprzymierzeńców, zanim piąta fala położy kres ludzkości?

Przeczytałam opis... Zapowiada się bardzo fajna książka, do tego moja koleżanka ma świra na jej punkcie, no to stwierdziłam, czemu nie przeczytam. Kocham fantastykę, to mój ukochany gatunek, no to może czas przeczytać coś w sci-fi ? No wzięłam i się nie przekonałam do tego gatunku.

Nie dość, że ten "klocek" ma czcionkę idealną pod lupę, to akcja zaczyna się gdzieś około połowy. Nie mówię, że to gruba książka, bo czytałam grubsze i przy nich się świetnie bawiłam, a teraz to nie. Czy też tak macie, że wiele osób zachwyca się książką, a wy macie ochotę wrzucić ją na tył szafy? Ja tak właśnie tak miałam, to już moja druga, z którą chcę tak zrobić (pierwsza to była Dziewczyna z Pociągu).

Powiem wam, że nie dam rady dokończyć tej książki, zbytnio się męczę. Odłożę ją na półkę i będzie ładnie zdobiła ją (no bo przecież czarna okładka). Narzekam i narzekam, ale to uwaga ! Znalazłam bohatera, którego od pierwszego wejścia (a dokładnie otwarcia drzwi) zakochałam się! To Evan, który pomaga naszej głównej bohaterce. Aż przypomina mi się tekst Cassie "wcale nie patrzę się na jego tyłek". Chłopak ten to chodzący ideał. Powiem wam, że tylko dla niego, przeczytałam dwa rozdziały jeszcze.

A wy czytaliście tą książkę? Co o niej sądzicie? Piszcie w komentarzach!